2019-02-03

Rozmowa z Agnieszką Stein - autorką "Nowego wychowania seksualnego"

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Ewa: W książce bardzo często piszesz o tym, że dorośli powinni dbać o swoje potrzeby. Co to znaczy być w kontakcie z samym sobą? Jak to przekłada się na wychowanie seksualne naszych dzieci?

Agnieszka: Myślę, że to nie jest tak, że dorośli powinni dbać o swoje potrzeby. Trochę to jest wybór, czy o siebie dbamy, czy nie, w takim sensie, że nie da się tego robić na takiej zasadzie, że ktoś nam karze, tylko raczej, że sami chcemy i taką decyzję podejmujemy. Z drugiej strony w Porozumieniu bez przemocy jest określone, że tak naprawdę wszystko co robimy, robimy po to, żeby dbać o swoje potrzeby. Trochę jest tak, że co byśmy nie robili to i tak o te potrzeby dbamy. Tylko jedni się do tego przyznają, a inni nie. Jedni to robią świadomie i mają jasność, że to robią. Inni to robią udając, że nie dbają o swoje potrzeby, a tak naprawdę też te ich potrzeby stoją za ich zachowaniem.

Myślę, że dzieci są świetnymi obserwatorami i świetnie korzystają z naszego przykładu. Biorą od nas to, w co autentycznie wierzymy, pokazujemy. Trochę nie da się w relacji z dziećmi uczyć czegoś innego, niż tego, co się samemu umie, albo w co się samemu wierzy. I to nie dotyczy samej seksualności tylko każdego dowolnego obszaru jaki moglibyśmy sobie wymyślić.

 

Ewa: Jak poczucie własnej wartości wpływa na postrzeganie własnej cielesności i płciowości?

Agnieszka: Trochę to jest tak, że jesteśmy różni i każdy z nas jest inny. Mam poczucie, że w tej chwili w mówieniu o ludziach i seksualności odchodzi się od takiej kategorii jak norma, jeden wzorzec, do którego ludzie mają pasować i że wszyscy mają być tacy sami. Bardzo często mówi się o tym, że to, co tak naprawdę decyduje o tym, czy ludzie mają szczęśliwe, satysfakcjonujące życie, jak im się układa w relacjach z innymi, to nie jest to jacy są, tylko to jaką mają relację z innymi, czy potrafią innych i siebie zaakceptować. I to jest w dużym skrócie poczucie własnej wartości.

 

Ewa: W Porozumieniu bez przemocy i rodzicielstwie bliskości ważne są relacje. W swojej książce piszesz, że jednym z narzędzi w budowani więzi jest dotyk. Jaką odgrywa on rolę w obszarze seksualności dzieci?

Agnieszka: Trudno jest mi sobie wyobrazić seksualność bez dotyku, czyli tak naprawdę bez kontaktu z ciałem, bez tego elementu, że jesteśmy ciałem, i że przez to ciało odbieramy świat, i to ciało doświadcza różnych rzeczy. Bez tego, że to, co doświadczamy właśnie przez to ciało ma duże znaczenie, ma duży wpływ na nasze funkcjonowanie.

Myślę, że gdyby "ktoś" z kosmosu przyleciał i czytał książki, i rozmawiał z ludźmi to mógłby dojść do wniosku, że my jesteśmy istotami, które w takich pojemnikach mieszkają, poruszają się i różne fizjologiczne funkcje pełnią. Ja mam poczucie, że my bardzo zapominamy, że ciało to jest to, co jest podstawą naszego istnienia, że my jesteśmy ciałem, że to umysłowi się wydaje, że jest czymś odrębnym i osobnym, i istniejącym sam w sobie, ale tak naprawdę jest wytworem ciała.

 

Ewa: Piszesz „że jedną z funkcji książki jest pobudzenie czytelników do pomyślenia o różnych sytuacjach, których może nawet nie dopuszczają do wyobraźni”. Jakie to mogą być sytuacje?

Agnieszka: To jest kawałek o tym, że są też takie rzeczy, które jak się o dzieciach i seksualności rozmawia to ludzie mają różne wizje, np. co będzie jak pornografię obejrzy, o tym jak to będzie jak ktoś kogoś w krzakach napadnie, albo porwie. Przychodzą też rodzice na warsztaty z różnymi obawami, co by się mogło wydarzyć niedobrego ich dzieciom. Są też takie rzeczy, które rodzice sobie zdecydowanie mniej wyobrażają, a które w rachunku prawdopodobieństwa i statystykach częściej mogą się zdarzyć i mają miejsce. Można powiedzieć, że jest dużo bardziej prawdopodobne, np. że dziecko będzie homoseksualne, albo że jego seksualność nie będzie taka typowa, heteronormatywna, taka jak z obrazka. To jest megaprawdopodobne, a mało kto sobie w głowie taki scenariusz wyobraża i zastanawia się co by wtedy zrobił. Jednocześnie zmienia się rzeczywistość i młodzież jest o wiele bardziej oswojona z takim rzeczami. Myślałam sobie, że taka książka o seksualności może być dla rodziców takim bodźcem do myślenia, aby pomyśleli jakie pytanie może dziecko zadać. Taka książka może być okazją, aby sobie wyobrazić te rzeczy, które się mogą zdarzyć. No i dzięki temu jeśli się zdarzą to może nie będzie się już takim zaskoczonym.

 

Ewa: W jakiś sposób pozytywne postawy i wiedza o seksualności wpływają na młodego człowieka, a jak negatywne np. aborcja, niechciana ciąża, molestowanie seksualne?

Agnieszka: Powiedziałabym, że żyjemy w szczęśliwych czasach, bo o seksualności mówi się coraz więcej. I jakby się popytać młodych dorosłych, którzy szukają wiedzy na temat seksualności to powiedzą, że szukają książek, szukają wiedzy w Internecie, #sexedpl jest też teraz. Mam poczucie, że to nie są już takie czasy, że dzieci są zamknięte tylko w tym kręgu, czego dowiedzą się od rodziców, że jak się od rodziców czegoś nie dowiedzą to już będą miały problem zdobyć o tym wiedzę. Mają koleżanki i kolegów. I nawet jeśli rodzice nic im nie powiedzieli to rówieśnicy im przekażą tę wiedzę. Czyli to, co my jako rodzice traktujemy jako dopust boży, czyli że trzeba dziecku wszystko powiedzieć i wytłumaczyć, bo jak nie to go koledzy i koleżanki oraz Internet uświadomi to może się okazać, że dla dzieci, u których właśnie się nie za bardzo o tym temacie jakoś rozmawia lub u dzieci, u których w domach ten temat jest bardzo negatywnie traktowany to dla nich akurat Ci koledzy i koleżanki oraz Internet mogą być takim bardzo pozytywnym elementem.

 

Ewa: „Nowe” wychowanie seksualne, a co z tym obecnym jest nie tak?

Agnieszka: To jest długi proces tworzenia tytułu dla książki oraz redakcyjnego warsztatu, gdy się wymyśla tytuł. Tak, żeby książka trafiła do grupy docelowej, żeby ludzie wiedzieli o co w niej ma chodzić. Natomiast myślę, że to, co Ty wcześniej powiedziałaś (zanim rozpoczęłyśmy wywiad rozmawiałam z Agnieszką o tym, że czytałam wiele książek o seksualności wieku rozwojowego, ale nie miałam żadnej w ręku, która byłaby tak mocno osadzona w Porozumieniu bez przemocy i rodzicielstwie bliskości, że to coś unikatowego na skalę krajową, a może i europejską), że nie ma takiej książki, i że nie czytałaś takiej publikacji to dobrze oddaje ducha tego, o co chodziło z „Nowym”. Wychowanie może było i może są ludzie, którzy w takim duchu i podejściu dzieci wychowują. Ale chodziło też trochę o to, że nie ma pozycji, że nie ma książki, którą by można było z tym porównać, która w taki sposób by poruszała ten temat. O tym najbardziej jest to „Nowe”.

 

Ewa: Jeśli miałabyś powiedzieć w jednym, krótkim zadaniu najważniejszy cel wychowania seksualnego, to jak by ono brzmiało?

Agnieszka: Myślę, że dobry kontakt dziecka ze samym sobą.

 

Książkę "Nowe wychowanie seksualne" Agnieszki Stein możesz kupić TUTAJ

Czytany 311 razy

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież